Jak w 20 minut poprawić sobie nastrój, czyli rzecz o Pykoniku (głównie)

Overflow pozostał, ale poza tym pozytywnie się dzieje. Tak więc, pierwszy plik z poprawionym kodem (zamiana przestarzałych stubów na funkiel nówki mocki, healing code, jak mawia mój mentor) przeszedł drobiazgowe testy i zasilił zasoby projektu Catapult. No i super.

Po drugie, fajną przygodę miałam. I do tego na własne życzenie:) Od jakiegoś czasu chodził za mną pomysł żeby zwołać lokalną grupę ludzi uczących się programowania w Pythonie, wymyślić sobie temat i wspólnie nad nim pracować. Oczywiście podzielić się zadaniami, ale oprócz tego regularnie się spotykać, rozmawiać i wzajemnie sobie pomagać w rozwiązaniu problemów. Fajnie byłoby gdyby skrzyknęli się ludzie na różnym poziomie wiedzy, ale i bez tego dalibyśmy radę. Jeśli standardowo każdy indywidualnie dzierga przy swoim laptopie, to możliwość pogadania o swojej pracy z pewnością stanowiłaby konkretną wartością dodaną. Czasem samo sformułowanie problemu “na głos” pomaga w jego rozwiązaniu. No i, jak twierdzą mądre źródła, najlepiej uczymy się przekazując wiedzę innym. Kluczem do powodzenia jest stworzenie grupy równie pozytywnie zmotywowanych ludzi.

Pomyślałam sobie, że dobrym miejscem na takie poszukiwania jest Pykonik, czyli spotkania krakowskiej społeczności Pythonistów. Wobec Pykonistów mam zresztą dług wdzięczności. Pierwszy raz trafiłam tam wiosną zeszłego roku zastanawiając się nad tym jak zabrać się do nauki programowania i, generalnie, przebranżowienia. Zanotowałam wówczas kilka informacji, z których dwie szczególnie sobie cenię, bo zaprowadziły mnie do mojego ulubionego kanału na youtubie i, pośrednio, do programu Tech Leaders. Od wiosny zeszłego roku dużo się dowiedziałam na temat procesu przepoczwarzania się, część oferty, którą oferuje ten rynek, również przetestowałam.

Skoro wszystko układało według wdzięcznego wzoru win-to-win, zgłosiłam chęć wygłoszenia prezentacji. No i poszło. Powiedziałam trochę o swojej “ścieżce” licząc na to, że ktoś z uczestników może skorzystać z zawartych na slajdach informacji, wygłosiłam manifest jw. oraz podzieliłam się kilkoma uwaga, przemyśleniami. Bałam się jak cholera czy trafię do/na właściwych ludzi, czy moje intencje będą czytelne (nic w stylu urzekła mnie twoja historia) i czy będzie jakiś feedback. Wyszło naprawdę fajnie, pogadałam z mnóstwem sympatycznych ludzi, zgłaszają się chętni do współpracy, pytają o szczegóły i konkrety. Ale i tak największe wrażenie zrobiła informacja o moim porannym trybie uczenia się (tak zwany early bird, wstaję po czwartej rano, mam spokojne dwie i pół godziny na naukę).

Dziecię obok mnie z wypiekami na twarzy ogląda kolejny odcinek Neli Małej Reporterki (druga fascynacja oprócz Krainy Lodu, uffff, miód na me rodzicielskie serce). I słyszę, że plemię Iban zamieszkujące Borneo raczy żywić się pytonami. Kobry nie tykają, bo podobno święta i ma waleczne serce, a pytonami zakąszają. Ejno….

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s