Pacze i nic nie wim

SONY DSC

Ciężkiego czasu ciąg dalszy. Mam dużo pracy, sporo zupełnie nowych rzeczy do przyswojenia w szybkim tempie i w związku z tym nasilił się stres. Momentami muszę powalczyć o dobre samopoczucie, pozytywne nastawienie i motywację do dalszej nauki. Nie żeby zaraz kryzys, staram się tak wszystko układać żeby mieć poczucie że mimo wszystko idę do przodu i cieszyć się z postępów. Po prostu chwilowo (?) mam jeszcze więcej na głowie niż zazwyczaj.

Na takie zmęczenie materiału i zwątpienie w sens i możliwość osiągnięcia założonych celów mam wypracowany pewien patent. Pomysł jest taki, żeby mimo braku czasu nie rezygnować, lecz wręcz przeciwnie, mocniej angażować się  w zadania konstruktywne, ale znacznie bliższe strefie komfortu (czytaj: po prostu przyjemne:)). Tym razem udało mi się znaleźć wyjątkowo wdzięczne zajęcie. Wspominałam tu już o nowym miejscu dla dzieci, które powstało blisko miejsca gdzie mieszkamy.  Miejsce nazywa się Mini Świat i jest urocze pod każdym względem i z każdego punktu widzenia – dzieci, rodziców, no może mniej sąsiadów, bo tradycyjnie z parkingiem słabo:)

Dodatkowe punkty Mini Świat zbiera w takim burym sezonie, bo jest wymarzonym miejscem żeby wyjść z domu na krótki spacer z perspektywą, dla każdego coś miłego, zabawy albo pysznej kawuuuusi. Cudny konept na trudne rodzicielskie chwile gdy za oknem ciemno i ponuro a wokół wszystko wskazuje na to że po prostu trzeba wyjść z domu. Oj bywa. Wygon – marzenie. A zdjęcia jak lubię – mięciutkie, z małą głębią ostrości, niemal bez lampy, za to w doborowym towarzystwie:)

Koniec tego dobrego, teraz tematycznie. Z gruba, będzie o open source’ach. Kilka dni po wysłaniu pull requesta do mojego drugiego ćwiczebnego projektu “first-timers-only” przyszła informacja “merged”. Drobiazg, a cieszy. Czas byłby zabrać się za kolejny temat, no ale tu wskakuje problem za krótkiej doby. A ta jest ostatnio po brzegi wypełniona uporczywymi próbami zrozumienia o co chodzi w tym kodzie (a właściwie jego fragmentach), z tymi stubami, mockami, patchami itp. Pacze, pacze i nic nie widzę. Frustracja. Co prawda dziś, pod kierunkiem mojego mentora udało mi się wysłać do recenzji jeden poprawiony plik (git upload!), ale jakaś ta satysfakcja nienachalna. Szło to wszystko jak po grudzie, na niemal każdym etapie potrzebowałam pomocy, nie lubię. To znaczy wsparcie bardzo doceniam i jestem za nie niezwykle wdzięczna, ale przydałoby się jakieś poczucie sprawczości. A tu gęstwina prawie-całkiem-niezrozumiałego kodu, depot tools i vim (nie, nie wim). O, dowcip mi się wyostrza:) Niby powoli tu i ówdzie coś zaczyna mi świtać, ale nieśmiało. Bardziej by się chciało.

A propos dowcipów, mój mentor następująco mailowo podsumował moje dzisiejsze wyczyny: “Jak wygenerować losowy ciąg znaków? Posadzić nowicjusza przed vimem i kazać mu wyjść.”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s