Pięć sposobów na to jak wykorzystać czas, którego się nie ma

SONY DSC

Dobra wiadomość jest taka, że mimo problemów z czasem udało mi się na chwilę wrócić do EarlyBirda, czyli mojego małego programu dla birdwatcherów. Fajnie, bo po pierwsze dzięki niemu znowu nauczyłam się czegoś nowego, a po drugie cieszy mnie że działam zgodnie z planem (dotyczy założenia, że owszem, chcę ogarnąć projekty open source’owe, ale chciałabym też czasem, jak mawiał klasyk, być poetą i wiersz sobie napisać).

Pomyślałam sobie, że skoro standardowo birdwatching odbywa się w weekendy, warto zautomatyzować proces wysyłania e-maili (na przykład w każdy piątek). I znalazłam fajne i bardzo proste rozwiązanie, w zasadzie sprowadzające się do jednej liniki:

schedule.every().friday.at('12:00').do(main)

W wolnej chwili myślę co dalej.  Pewnie dobrze by było zróżnicować treść rozsyłanych komunikatów w zależności od pogody (np. panie, panowie, temperatura jutro spadnie poniżej minus 15 stopni, śpimy dłużej) albo zarejestrowanych wcześniej obserwacji (nieciekaaaawe) albo listy “must have” (nie pojawiło się ostatnio nic co nas szczególnie interesuje, odpuszczamy) itp. A może dodać jakąś zupełnie inną funkcjonalność, może sklep?:) Koleżanki i koledzy, jutro wielka mgła, a tu właśnie jest taka fajna lornetka…. Czego by tu się jeszcze nauczyć?:)

A czasu jest niewiele ponieważ:

  1. próbuję ogarnąć cokolwiek w temacie usuwania stubów w tym projekcie. Gąszcz, pajęczyna, czarna magia. Ale walczę. Gdyby miało się to mnie lub komuś innemu na coś kiedyś przydać, to na stopniowe rozjaśnianie tematu, poza oczywiście wgryzaniem się w sam kod, pomaga mi tentententen pan.  Oraz ta dokumentacja.
  2. rozpędzam się z “projektem junior”. O tym jeszcze pewnie niedułgo napiszę.
  3. w swojej aktualnej pracy zawodowej przeżywam sezon raportowy oraz przełom “roków” == overflow.
  4. dzieci wróciły do placówek po świątecznej przerwie i adaptacja przebiega odlegle od marzeń. Mamoza absolutna. Ale i na to jest sposób. Wczoraj udało mi się uzyskać spokojne pół godzinki kosztem (z braku drukarki) popełnienia uprzednio kolorowanki z jedynie słuszną Krainą Lodu. Tzn. ja rysuję kształty, córka koloruje. Podobny do siebie jest tylko bałwanek, pińdzioszki niechcący odzieram z powabów, ale co tam. Mam tę moc i lecę. Nie, nie pokażę.:)
  5. naprawiam swój zepsuty kręgosłup. Rehabilitacja to rzecz żmudna i na ogół nudna, ale mi przydarzają się epizody żywcem wzięte z innej specjalizacji. Ostatnio na przykład obok mnie kobieta ze wzrokiem mętnym i nieobecnym, ruchem monotonnym  wyciera ścierką ścianę. Z mojej drugiej strony mocno skoncentrowany facet z całej siły napiera na ścianę nośną wyraźnie starając się ją przesunąć. Żeby nie było – ja przed lustrem wykonuję ćwiczenie o wymownej nazwie “cumel”, czyli jednocześnie zasysam swój kciuk i próbuję go sobie z wyrwać z ust. A przez całą długość sali spaceruje ruchem zombi starszy facet w spranej koszulce Metalliki o wyglądzie, gdybyż to tylko było możliwe, KurtCobain.datetime.now(). Ręce ma związane niebieską taśmą do ćwiczeń, która przeciągnięta nad jego głową nadaje mu zaskakujący nieco wygląd Matki Boskiej Seattle’owskiej. Wesoło mamy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s